30 czerwca 2015

mam wrażenie że znamy się już chyba od zawsze


Hej,
Ostatni dzień miesiąca prawie minął, znowu się nie wyspałam, ale za to jutro nie mam zamiaru ruszać się z łóżka przed dziesiątą, chyba, że tylko do łazienki, ale poza tym wyjątkiem wcale. Nawet jakbym miała tylko leżeć i myśleć.
Dzisiaj ogólnie nie miałam humoru. Dlatego też nie poszłam na dwór, ale to w sumie dobrze, bo po południu rozpadało się i może nie było to oberwanie chmury, ale za dużo też do tego nie brakowało. Ogólnie w końcu przyszły cieplejsze dni, chociaż mi chwilami było zimno. Czekam na następny tydzień i ten upał, nie przepadam za nadmiernym gorącem, ale jak wakacje i lato to wakacje i lato, a nie początek jesieni czy też wiosny.
W sumie to nie zrobiłam dzisiaj niczego wielkiego, ale od tego właśnie są te dwa miesiące wolnego, miałam więcej czasu i aktualnie zostało mi sześćdziesiąt stron, prawdopodobnie na jutrzejszy dzień. Jedynym smutnym aspektem w czytaniu jest to, gdy trafimy się na bardzo fajną książkę i chcemy ją dokończyć, żeby już poznać zakończenie, ale jednocześnie nie chcemy żeby to był koniec. Na szczęście aktualnie przerabiam trzecią część z serii Szeptem, Cisza. Martwiące jest to, że po niej zostanie mi tylko jedna jedyna końcowa książka.
Zaplanowałam sobie również to, że jeśli zdarzy się dzień, w ciągu którego bez ustanku będzie padał deszcz, to zobaczę sobie po raz drugi Gwiazd naszych wina, może tym razem bardziej mnie ruszy. Tak czy tak książka w porównaniu z filmem w tym przypadku wyszła na dużo większy poziom. Czytając tę historię więcej się wiedział, a przy tym i rozumiało, wolę jednak bardziej opisowe sceny, a dwie godziny ekranizacji, nie wydobędą głównego znaczenia tej opowieści dla poszczególnych ludzi. No cóż.
Teraz został mi już tylko prysznic i sen, a przed tym jeszcze zaliczę kilka rozdziałów. Nareszcie położę się do łóżka bez myśli, że jutro muszę gdzieś iść, czy też szybko wstawać.
Goodbye June

the-personal-quotes:

inspirational quote blog, you need on your dash!

29 czerwca 2015

pragnę w oczy ci patrzeć

Hej
Kolejny dzień i nowy tydzień, dzisiaj zresztą jest taki pierwszy prawowity dzień wakacji, bo w końcu poniedziałek, ale do szkoły iść nie trzeba było. Przedostatni dzień czerwca.
Dziś nie udało mi się za długo spać, jutro będzie podobnie. Ale przynajmniej kupiłam sobie buty. W sumie to nic więcej takiego nie robiłam, jednak zrobiłam porządek z dokumentami do technikum i prawie wypełniłam formularz. Oprócz tego zaczęłam czytać kolejną książkę i w końcu po południu wyszłam na dwór, na rower. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, chociaż niektórych nie chciałabym wiedzieć. No ale cóż, lepiej być dobrze poinformowaną.
Tak jak wspominałam wczoraj, w nocy skończyłam Crescendo i dzisiaj zaczęłam kolejną cześć tej serii, Ciszę. Po przeczytaniu dwóch wiem, że i ta będzie warta zachodu. Ten lekki smak postrachu i zaciekawienia jakie pozostawiają kolejne strony, działają na naszą wyobraźnie i wtedy musimy dokończyć dany rozdział dla samego uspokojenia. Wzbudza wiele emocji i uczuć. Po prostu doceniam Beccę Fitzpatrick i dziękuję jej, że ciągle daje mi szansę na szczęśliwe zakończenie historii Nory i Jeva.
Pogoda i temperatura mniej więcej podobna do wczorajszej, ale przynajmniej nie padało. I gdzie to prawdziwe lato. Dopóki nie będzie gorąco, nie poczuję, że są wakacje. Lata wstecz, nawet kiedy była jeszcze szkoła, wszyscy umierali z ciepła, a teraz to wygląda niczym początek wiosny albo wczesna pora pogodnej jesieni. Podobno w ciągu następnego tygodnia ma się ocieplić, ale czy to prawda, dowiemy się później.
Dzień, jak dzień, ale w sumie fajnie było nie iść do szkoły, nie stresować się tym i po prostu robić to co chcę, no może nie do końca. Ale i tak było fajnie.
Teraz strasznie chce mi się spać, ale pewnie gdybym się położyła, nie zasnęłabym tak szybko, to jeszcze przeczytam chociaż jeden rozdział, może łatwiej mi się wtedy zagubi w śnie.

28 czerwca 2015

teraz jestem przy Tobie

Hej,
Niedziela, mimo że jutro nie idę do szkoły i tak dzisiejszy dzień nie jest jakiś fantastyczny. Zaczęły się wakacje, no to popsuła się pogoda. Zachmurzenie przechodzące w deszcz i maksymalna temperatura siedemnastu stopni nie brzmi zadowalająco jak na lato. Może jutro będzie fajniej.
W sumie nie robiłam dziś niczego specjalnego. Rano wstałam, a potem po dziewiątej poszłam spać i tak minął mi czas do południa, ciągle się budziłam i zasypiałam. Potem przeszłam się z psem, ale też tym razem nie jakoś daleko i później już nie wychodziłam, bo głównie czytałam książkę, aktualnie zostało mi jakieś trzydzieści stron. Które prawdopodobnie poznam jeszcze dzisiaj. Crescendo to druga część Szeptem i muszę przyznać, że są to dziwne książki, ale jednocześnie wciągające, poza tym są jeszcze kolejne dwie pozostałe. Teraz kiedy mam już wolne, mam więcej czasu, więc i to czytanie powinno mi szybciej iść.
Jutro też za długo nie poleżę w łóżku, bo jeszcze przed dziesiątą pójdę do lekarza na bilans, który jest potrzebny do technikum. Jak na razie to w ciągu tych pierwszych dni wakacji nie wyspałam się za bardzo. Może we wtorkowy poranek uda mi się dłużej spać, chyba, że ktoś zdąży mnie obudzić. Zobaczy się potem.
Podobno mają przyjść cieplejsze dni, ale co z tego wyjdzie zobaczymy w ciągu przyszłych dni. Szczerze mówiąc mogłoby być już ciepło, bo w końcu kupiłam sobie krótkie spodenki, a w dodatku są wakacje i lato, wtedy gdy siedzieliśmy w szkole to były wyższe temperatury. Pogody nigdy nie da się całkowicie przewidzieć, będzie jak będzie. Ale jakby było słonecznie to wyszłabym na dwór, tak raczej słabo z tym. Od czasu do czasu fajnie posiedzieć w domu, ale na obecne dni wolałabym gdzieś wychodzić, świętować początek wakacji. Ale przynajmniej miałam okazję zrobić sobie koka.
Teraz tylko przejrzę wszystkie świadectwa, zaświadczenia i ogólnie dokumenty do technikum. Poczytam jeszcze i pójdę spać, mam nadzieję, że nie będę miała problemu z zaśnięciem.

vogxie:

,

27 czerwca 2015

to uczucie do dzisiaj nie straciło na sile

Hej,
Kolejny dzień dobiega końca. Ta sobota minęła całkiem dobrze, choć wstawałam i kładłam się spać kilka razy. Jednym z powodu do wstawia był filmik z zakończenia gimnazjum w lokalnej telewizji, udało im się dużo razy mnie uchwycić. Po zobaczeniu od razu wskoczyłam do łóżka, ale o dziewiątej już musiałam wstać. W końcu kupiłam krótkie spodenki, szare z materiału. Czujecie mój ból, że prawie w ogóle nie było mojego rozmiaru, a jak już to znowu dochodziła kwestia tego, że mam mało centymetrów w pasie. Lubię moją figurę, ale w większości przypadków, trudno znaleźć dla mnie coś pasującego idealnie. Ale krótkie spodenki potrzebowałam. Mam nadzieję, że przyjdzie wiele okazji, żebym je założyła. Bo dzisiejsza pogoda na to nie wskazywała. Około południa zaczął delikatnie padać deszcz, zdziwieniem było to, że mimo chłodnych kropel nadal w pełni świeciło słońce. Później już bardziej się rozpadało. No cóż, przynajmniej miałam czas, aby wyrzucić książki i zeszyty z mojej szuflady, która i tak była przeładowana. Liczę na to, że większość się sprzeda. Nauczyciele zawsze mówią, żeby zostawiać sobie zeszyty, bo przecież kiedyś nam się to przyda. W tym problem, że jak dotychczas się nie przydały, a raczej nie wygląda na to, że aby dowiedzieć się co to na przykład oksymoron będę przegrzebywać stos zeszytów. Tak też pozbyłam się ich zdumiewającej ilości.
Nie wspominałam, ale wczoraj byłam również oddać kopię świadectwa i zaświadczenia o wynikach z egzaminu do mojego prawdopodobnie przyszłego technikum, raczej nie mam się o co martwić, bo punktów zdobyłam dosyć dużo, a kogoś przyjąć muszą. Ogólnie już czuję się tam, jakbym tam już długo chodziła, po prostu czuję się pewna. Za to patrząc na niektóre starsze dziewczyny i ich zachowanie, aż słychać jak przewracam oczami. Nie chcę oceniać po okładce, ale czasami aż trudno. Już teraz wiem, że nie będę za nimi przepadać, a pewnie dowiem się kim w ogóle są. Zresztą szkoła jak szkoła, z czasem przywyknę.
Wczorajszy dzień był pełny zwariowanych, nieprzemyślanych decyzji, a dzisiaj tak spokojnie. Co będzie jutro? Dowiem się później, może nawet wyjdę na dwór, jak będzie ładna pogoda.

26 czerwca 2015

Ostatni raz z moją klasą

Hej,
Oficjalnie rok 2014/2015 dobiegł końca.
Skończyłam trzecią klasę i zarazem gimnazjum. Ten rok był wyjątkowy i szczególny, egzaminy gimnazjalne, bierzmowanie, wszystkie te spotkania, wyjścia z najlepszą ekipą, zakończenie gimnazjum, pożegnanie z najlepszą klasą.

Te trzy lata były szczególne dla mnie, na początku września 2012 roku poznałam się ze zgrają osób, wtedy nie mieliśmy ze sobą za dużo wspólnego, z czasem jednak to się zmieniło i dzisiaj gdy przyszło nam się pożegnać, jest nam żal. Już nigdy więcej nie usiądę w ławce z moimi typkami, nie będę się z nimi śmiała, nie będę wymyślała z nimi tylu głupot. Może to tylko klasa, ale ta była specyficzna. A już we wrześniu mamy umówione spotkanie z naszą wychowawczynią. Aż łezka w oku się kręci, te trzy lata były najlepsze, byłam szczęśliwa, może i zdarzały się jakieś spiny, ale to jest nie do uniknięcia. Mam nadzieję, że ta nasza najlepsza ekipa pozostanie nietknięta i mimo innych szkół będziemy razem. W końcu nadal mamy grupę klasową i wszystkie konwersacje. Nie zapomnę o tych ludziach, każdy z tej szkoły wniósł coś dla mnie, dla mojego charakteru, zachowania.

Dzisiaj zrobiliśmy sobie takie pożegnanie szkoły i rozpoczęcie wakacji. Wyszliśmy na dwór, jeśli jaka Wigilia taki cały rok to jaki początek wakacji takie całe wakacje. Ostatnio mam same takie dni warte zapamiętania. Specjalnie jeszcze z tego powodu więcej piszę w tym 'moim zeszycie' bo to co tam jest pozostanie na zawsze. A ten czas jest akurat bardzo szczególny, kiedyś będę mogła do tego wrócić i poczytać sobie, znowu płacząc.

Mam nadzieję, że te wakacje będą najlepsze, przynajmniej tak na to wygląda. Spanie w namiocie, leżenie na trawie, wyjścia na dwór, na rower, ogniska. Te dwa miesiące zapamiętam na zawsze.

Jestem tak cholernie szczęśliwa, a za razem smutna, że to już koniec, we wrześniu nie pójdę już do mojego gimnazjum, nie będę stała w sztandarze, nie będziemy żartować z wicedyrektorem, po prostu nas już tam nie będzie. Nie będzie siedzenia przy grzejniku czy też przebywania w piwnicy przy szafkach, to nigdy nie będzie już to samo.

Będę tęsknić, to były trzy najlepsze lata mego dotychczasowego życia. Trzy lata i trzy świadectwa z czerwonym paskiem.. Jestem z siebie dumna.
UDANYCH WAKACJI

"Czasem słońce
Czasem chwile złe
Pierwsza miłość
Pierwsze smutku łzy
Nigdy tego nie zapomnę

Ostatni raz z moją klasą
Już pożegnać czas
Mych przyjaciół"

25 czerwca 2015

teraz wypijmy do dna za tych szczęśliwych ludzi

Hej,
Dzisiaj już czwartek, dzień mojego oficjalnego zakończenia gimnazjum. Dyplom z wyróżnieniem, świadectwo z paskiem, które dostanę dopiero jutro (ale już je widziałam). Wszystko się udało. A przy okazji nawet się trochę poprzebierałam, zacznijmy od tego, że miałam sukienkę, a na niej spódnicę specjalnie do sztandaru. Zaczęliśmy od zatańczenia poloneza, potem szybko pobiegłam ubrać koszulę, przyszedł czas do przekazania sztandaru i znowu mogłam się schować za róg żeby zdjąć z siebie i koszulę i spódnicę. Nareszcie byłam w samej sukience. Można, można. Cześć rozdawania dyplomów trwała dosyć długo, zwłaszcza przy mojej klasie. Wyszliśmy na środek i pan wicedyrektor zaczął wyczytywać całe listy. Akademia wyszła świetnie, nie stało się nic nieprzewidzianego i ogólnie poszło dobrze. Po całej uroczystości, spotkaliśmy się z naszą wychowawczynią i rodzicami w sali, aby pooglądać zdjęcia i filmik z komersu. Muszę przyznać, nasza pani zachowywała się niczym profesjonalny snajper. Teraz mam i te zdjęcia i filmik na płycie, całe dwie godziny po powrocie do domu je oglądałam. Komers to był jeden z najlepszych wieczorów mojego życia, chciałabym móc to kiedyś powtórzyć. Już dzisiaj zaczęliśmy płakać i się ściskać, jutro nastąpi część druga tego wielkiego pożegnania. Za moją klasą niekiedy za bardzo nie przepadałam, ale z niektórymi osobami strasznie się zżyłam. Wiem, że będziemy się widywać na przystanku, w szkole, na ulicy czy też po prostu będziemy wychodzić na dwór, ale to nie będzie już nigdy to samo co bycie w jednej klasie. Z co poniektórymi osobami kontakt mi się całkowicie urwie, tego jestem pewna, jednak liczę, że te ważne osoby, nadal zostaną ważnymi. Nowi znajomi, nowa szkoła, nowe środowisko, ale mimo wszystko nie zapomnę o tych trzech latach gimnazjum, w ciągu których dosyć się zmieniłam, myślę że na lepsze.
To zakończenie gimnazjum było trzecim, na którym byłam i w końcu na własnym. Trzy lata temu właśnie kończyłam podstawówkę, teraz gimnazjum, a za cztery lata mam nadzieję, że skończę technikum.
Dzisiejszy dzień ogólnie był fajny, zaczynając od tego, że kiedy zadzwonił mi budzik, ja wstałam, wyłączyłam go i wróciłam do łóżka z myślą 'po co mi dzisiaj był budzik' potem obudziła mnie mama i wszystko było jasne, na dziesiątą miałam próby. Próby też były przyjemne, zwłaszcza ze sztandaru, pan wicedyrektor ciągle mnie rozśmieszał, jego teksty zawsze będą najlepsze. Potem uznałam, że ja wyjdę ze sztandarem, jednak zanim to zrobiłam uderzyłam mojego kolegę i już nie chcieli mnie za chorążego.
Jutro tylko po świadectwo i wspólne wypłakanie się.
Te trzy lata zapamiętam na zawsze, był to wyjątkowy i szczególny czas ze specyficznymi osobami, które bardzo polubiłam, pokochałam.


24 czerwca 2015

ja uwielbiam zasypiać i się przy Tobie budzić

Hej,
Kolejny dzień minął, dzisiaj już środa. Zostały dwa ostatnie dni tego roku szkolnego.
Dziś wstałam w okolicach ósmej, głównie dlatego, że musiałam iść do lekarza z kartką do technikum. Udało mi się akurat tak, że zdążyłam załatwić tę sprawę w ciągu może dziesięciu minut. Potem miałam już wolny dzień. Ogólnie to później nie robiłam już żadnych bardzo ważnych rzeczy. Wyszłam na dwór, a potem na rower. I tym razem pogoda nie zdołała mnie pokonać, do wczesnego popołudnia było całkiem fajnie i słonecznie, a potem coś się zaczęło psuć i nawet przez chwilę nadciągały czarne chmury, z których lekko popadało. I w sumie do nocy trzymało się to zachmurzenie, jednak dzisiaj było trochę cieplej w porównaniu z wczorajszym dniem.
Uwielbiam chodzić po ulicach, siedzieć na nich i tylko rozmawiać, śmiać się. To będzie idealny plan na tegoroczne wakacje, które będą najlepszymi jak dotąd. Ciągle nie daje mi spokoju kilka takich wyskoków, które w sumie były by bardzo fajne. W tym momencie myślę tu bardziej o oblewaniu się wodą, walką na balony z nią. Mówienie na helu też było by całkiem sobie. Na jakiś szalony wypad nad morze, jezioro czy też po prostu camping nie mam co liczyć, jak na razie. Chcę te wakacje spędzić najlepiej jak się da z najlepszymi osobami innego wyboru nie ma.
Kilka dni temu, chyba dokładnie dwa mówiłam, że zaczęłam czytać nową książkę, Szeptem. Wspomniałam też o tym, że prawdopodobnie dłuższy czas zajmie mi czytanie jej. Jednak zdarzyło się inaczej, dzisiaj albo ostatecznie jutro ją skończę. Na obecny czas zostało mi siedemnaście stron z prawie dwustu. Na moją korzyść są jeszcze kolejne trzy części tej serii czyli nie na darmo się wczuwałam.
Na daną chwilę już się umyłam, łóżko pościeliłam, więc w sumie nie zostaje mi nic do zrobienia. Przejrzę jeszcze tumblr i czeka na mnie końcówka Szeptem. Idealny plan na czas przed pójściem spać.
Jutro mam oficjalną akademię zakończenia gimnazjum. Przy tym, że muszę iść na próbę na dziesiątą rano. W tym jednak jest plus, że mogę spać dłużej niż jak przez cały rok szkolny. Jeszcze tylko dwa dni i mam dwa miesiące wolnego.

23 czerwca 2015

nie jest mi wszystko jedno

Hej,
Dzisiejszy dzień z samego rana nie zapowiadał się za pozytywnie, do wieczoru to się jednak zmieniło. Kiedy tylko się obudziłam, przed budzikiem przy okazji, jak tylko zobaczyłam deszcz za oknem odechciało mi się wstawać. Na szczęście mogłam spać chociaż do tej siódmej, gdzie rano i tak jest to szybko. Ale za kilka dni w końcu będę mogła spać tak długo jak będę chciała. Wracając do dzisiejszego dnia, w szkole zamiast normalnych lekcji (które nie są prowadzone już od dwóch tygodni) mieliśmy dzień sportu. Wszystko miało odbyć się na szkolnym boisku, ale z powodu pogody, byliśmy na sali. Za dużo osób do szkoły nie przyszło, u nas dwanaście to było jednak coś, co można powiedzieć o klasach gdzie było po pięć osób czy nawet zdarzało się, że tylko po jednej. Ogólnie moja klasa była złączona z 3c, zajęliśmy pierwsze miejsce. Trzeba trzymać poziom i nawet na sam koniec zdobywać szczyty. Uhm takie wielkie wspinaczki. Całość zajęć skończyła się przed dziesiątą, ale z powodu próby ze sztandaru i akademii musiałam zostać do w pół do dwunastej. To akurat znaczna różnica, zwłaszcza, że inni skończyli tak szybko.
Prawie cały dzień padało, wczoraj myślałam, że wyjdę na dwór i mi się nie udało, dzisiaj miało być podobnie, a jednak po dziewiętnastej wyszliśmy. Tą ostatnią trasę rowerową, dzisiaj przeszliśmy tylko odwrotnie. A przy okazji przeszliśmy zejścia aż dwa razy. Ale w końcu było fajnie. Przejść się zawsze mogę. Wróciłam o prawie dziesiątej, dlatego też dopiero teraz piszę.
23 czerwiec zawsze będzie miał dla mnie szczególne znaczenie z powodu dnia ojca. Nie wyobrażam sobie życie bez mojego taty, on jest po prostu najlepszy. Mam nadzieję, że każdy dobry ojciec dostał dziś przynajmniej życzenia. Warto podziękować mu za wszystko, niby przymyka oko na to co robimy, a tak na prawdę to się martwi i przejmuje.
Jutro mam w szkole wolne, nie muszę tam iść, ale nie ma mowy o dłuższym leżeniu w łóżku, bo w końcu kiedyś muszę iść do lekarza po wypełnienie kartki do technikum. Czyli blisko siódmej/ósmej już będę na nogach.
Dziś miałam też czas aby dokończyć film, Greya. I muszę przyznać, że książka mówiła więcej, bardziej rozumiało się co się dzieje, dlaczego tak. W stu dwudziestu minutach ukazanie całej tej historii nie jest możliwe. I kontynuowałam też nową książkę, Szeptem. Pierwsze strony lekko mnie odepchnęły. ale po przeczytaniu dwunastu rozdziałów, muszę przyznać, że mnie wciągnęła. Jest inna od tych co przeczytałam. Ale co do końcowego opisu to jeszcze trochę czasu minie. Tym bardziej, że przez kolejne dni nie będę miała za dużo czasu.
Tydzień temu miałam bierzmowanie, za trzy dni zakończenie roku szkolnego i początek wakacji.
50 000 wyświetleń!

22 czerwca 2015

za nic tego nie oddam

Hej,
Dzisiaj podobno jest pierwszy dzień kalendarzowego lata, niestety, ale coś na to nie wygląda. Ciągłe zachmurzenie i deszcz obecny od popołudnia. Na szczęście uwinęłam się akurat w czasie tak, aby nie zmoknąć. W szkole mieliśmy dziś galę nagród Adasie. Nazywają się tak z powodu patronatu Adama Mickiewicza. Ogólnie było śmiesznie i nawet dostałam jedną plakietkę ze sztandaru.Przy okazji było to też takie pożegnanie trzecich klas z drugimi i pierwszymi. Kręcenie tego filmiku i denerwowanie się przy tym, opłaciło się. Bo w końcowej wersji wyszło to bardzo dobrze. Repertuar piosenek był dokładnie taki sam jak rok temu, zresztą co roku jest to samo. Więc w dodatku mogliśmy wyśpiewać sami sobie słowa pożegnania. W sumie to byłam w szkole może z półtora godziny.
Jutro Dzień Ojca, szczerze mówiąc czasami odczuwam przykrość, że ten dzień jest mniej nagłaśniany niż Dzień Matki. Mimo wszystko rodzice są ważnymi osobami dla dzieci i powinni być traktowani porównywalnie, ale no cóż. Tak czy tak jutro nie wolno zapomnieć o swoim ojcu.
Jutro w szkole mamy też dzień sportu, czyli kolejny dzień bez torby, teraz liczy się jedynie obecność. A zresztą będzie fajnie, a do domu powinnam wrócić dosyć szybko.
Gdyby dzisiejsza pogoda była choć trochę lepsza, prawdopodobnie wyszłabym na rower, bo szczerze mówiąc ostatnio polubiłam go prowadzić. Zwłaszcza, że ostatnio nie miałam ani czasu ani ochoty na normalne ćwiczenia, a takie rozwiązanie jest fajną alternatywą. W wakacje zamierzam więcej na nim jeździć i ogólnie więcej być na dworze, liczę że warunki na dworze również będą sprzyjające. Oby jedynie za dużo nie padało, zachmurzenie nie jest aż takie źle, a nawet czasem potrzebne są takie deszczowe dni.
Skończyłam czytać Kwiat pustyni, teraz zacznę Szeptem. Jest trochę dłuższa, przez co myślę, że zajmie mi więcej czasu. Tym bardziej, że jutro zamierzam wyjść, czy moje plany się udają, zobaczymy potem.

21 czerwca 2015

dobrze że jesteś ze mną

Hej,
Dzisiejszy dzień w sumie minął całkiem dobrze, pomimo nie za fajnej pogody, która co jakiś czas się zmieniała. Raz padało, raz strasznie lało, potem było wielkie zachmurzenie, aż w końcu słońce i powtórka od początku. Jednak udało mi się wyjść na spacer z psem i akurat zdążyłam przed kolejną serią deszczu. A wieczorem nawet wyszłam na rower z koleżanką, głównie po to aby obgadać ważną sprawę, ale i też sobie po prostu pojeździć. Tak jak prawie zawsze, nie miałam ochoty, ale po minucie już się zdecydowałam i jednak musiałam się dzisiaj normalnie ubrać. Chodzenie jak typowa dresiara w domu i na mojej drodze mi nie przeszkadza, ale narażać się na spotkanie innych osób już nie muszę. Ogólnie warto było wyjść, obu nam się poprawił humor.
Wczoraj tyle wspominałam o komersie, że aż zapomniałam powiedzieć coś o wynikach z egzaminów gimnazjalnych, które poszły mi fantastycznie. A podeszłam do nich dosyć normalnie, mały stres może i był, ale mimo wszystko nie było nie wiadomo jak źle, żebym na przykład nie spała po nocach. I opłaciło się mieć spokojne myśli, bo uzyskałam 98% z podstawy angielskiego, 80% z rozszerzenia, 56% z historii i wosu, 66% z matematyki, 61% z przyrodniczych oraz 91% z polskiego, co było najlepszym wynikiem w mojej szkole, oprócz mnie taki sam uzyskały jeszcze tylko dwie osoby, przy czym ja nie mam jakichś super ocen z polskiego. Pani była zdumiona, całkowicie się tego nie spodziewała, ja sama liczyłam że będzie dobrze, ale nie że aż tak. Tym bardziej, że w opowiadaniu lekko odbiegłam od tematu. I tak najważniejszy był dla mnie angielski. Cieszę się z moich wyników, nawet z historii, z której prawie nic nie wiem. Uważam, że dobrze sobie poradziłam i jestem dumna z siebie samej. Śmieszy mnie jedynie to, że większość typowych osób kujących wszystko ma gorsze rezultaty niż ja. Tym samym coś sobie udowodniłam.
Co dzisiaj robiłam? Tak jak już wspomniałam, wyszłam na spacer i na rower, oprócz tego dokończyłam czytać Morze spokoju i znowu mam książkę do wpisania na listę 'dobrych i wartych przeczytania książek', chociaż takiej nie prowadzę. A zaczęłam też nową i jestem w połowie, bo nie ma ona nawet stu stron, przy czym jest lekka, a mówią o utworze pod tytułem Kwiat pustyni. Jutro albo ostatecznie pojutrze powinnam ją skończyć. Zobaczyłam końcówkę szybko i wściekle, a właśnie teraz piszę tego posta. Za chwilę pójdę wziąć prysznic i wrócę do książki, potem zostaje mi tylko sen. Jutrzejszy dzień będzie lekki, bo tak właściwie nie mam już lekcji, a będą jedynie rozdawane 'adasie' czyli nagrody dla trzecich klas.
Dobrze, że wyszłam na ten rower, zadziałało to na mnie oczyszczająco.

20 czerwca 2015

Twoje oczy nie kłamią

Hej,
Wczoraj dzień minął bardzo dobrze, ale i też szybko. Muszę przyznać, że wczorajszy wieczór był najlepszym wieczorem mojego życia. Ogólnie dzisiaj cholernie nie chciało mi się wstawać i nadal bolą mnie stopy, ale było warto. Siedem godzin w szpilkach i w ciągłym tańcu. Było fantastycznie, czułam się lekko, świetnie, a do tego dobrze się bawiłam. Niestety był też jeden przerażający moment, kiedy przy szybkich światłach jedna dziewczyna dostała ataku padaczki. Nikt się tego nie spodziewał, zdarzyło się to jej pierwszy raz, ale potem od razu powiadomieni zostali rodzice i zobaczył ją lekarz. Pamiętny będzie miała ten komers.
Oprócz tego jedna koleżanka miała taki sam krój sukienki jak ja, na szczęście inny kolor, przez co tak łatwo nie było tego dostrzec. A jeszcze inna dokładnie taki sam kolor i długość, ale z nią akurat trzymała się przez większość czasu. Ogólnie jesteśmy do siebie dosyć podobne i tak też to fajnie wyglądało. Szczerze mówiąc nie wiem z kim wczoraj nie tańczyłam. Moje buty jednak okazały się dosyć wygodne i mimo wszystko mnie nie obtarły, bolące stopy akurat były wiadomością oczywistą, nawet gdybym była w płaskich butach, również bym się od tego nie uchroniła. Ale przynajmniej nie byłam boso. Szczerze mówiąc tańcząc, ból nie był aż tak bardzo odczuwalny. Dlatego też wolałam w ogóle nie schodzić z parkietu. Za to dodatkowo zawsze przy obrotach sukienki mi się podnosiła, a moje cztery litery były momentalnie na widoku. Każdy chłopak z którym tańczyłam, musiał mnie obracać, a ja przy każdym obrocie starałam się jakoś zgrabnie przytrzymać tę sukienkę na swoim miejscu. Za to już w nocy i przy większej ilości osób, to samoistne podnoszenie się jej już mi tak nie przeszkadzało. Komers miał się skończyć o dziesiątej, a wyszło tak, że przedłużył się o prawie półtora godziny, ale było fajnie. Po powrocie do domu wzięłam szybką kąpiel, sprawdziłam telefon i rozpłynęłam się w łóżku.
Dzisiaj wstałam blisko jedenastej, prawie nigdy tak długo nie śpię, ale tym razem miałam usprawiedliwienie. W końcu komersu wiele razy się nie ma.
Ogólnie co robiłam w ciągu dzisiejszego dnia? Spałam, wstałam, czytałam książkę i zobaczyłam film i w sumie nic innego szczególnie ważnego. Jakoś szybko minął mi ten dzień. Za chwilę pójdę wziąć prysznic i wrócę do książki. Co później to się zobaczy.

19 czerwca 2015

nasza miłość jest ślepa no i uwielbia ciemność

Hej,
Już dzisiaj piątek i tym razem nie oznacza to tylko nadciągającego weekendu. Właśnie dziś mam komers. Długo czekałam na ten wieczór, sukienka od kilku tygodni już wisi w szafie, buty cały czas czekając na założenie stały u mnie w pokoju, chodziłam w nich już kilka razy, ale to nie było to. Dzisiaj będzie wyjątkowo i fajnie, będzie to taka ostatnia impreza z obecnymi klasami trzecimi.
Jak się ubiorę wiem, paznokcie mam zrobione, ogólnie jestem przygotowana, a jedynie pozostały mi ostateczne poprawki, głównie włosów.
Nie wiem co jeszcze tutaj pisać, po prostu jestem zadowolona i można powiedzieć, że szczęśliwa. Nie chce aby ten dzień dobiegał końca. Czuję się trochę dziwnie, ale i zarazem wyjątkowo. Polonez w trzeciej parze. Nie wiem czemu, ale mam jakieś dziwne przeczucie, że jakaś dziewczyna wywali się z powodu zbyt wysokich butów. Gdyby takie zdarzenie było by jeszcze nakręcone to trochę bym jej współczuła, ale potem pewnie śmiałabym się przez resztę miesiąca. Każdy powinien znać swoje możliwości. Będzie dobrze.
O szesnastej oficjalnie rozpocznie się nasza uroczystość, oczywiście najpierw będą zdjęcia, bo wszyscy jeszcze będą świeżo zrobieni, uczesani i ogólnie gotowi na zdjęcia.
Dzisiaj będzie o wiele krótszy post, ale mam usprawiedliwienie, komersu z gimnazjum już więcej razy mieć nie będę. Ten dzień zapamiętam na długo.
KOMERS

shaymspain:



shaym


Pinned to my vision board 👍#ShaycationGreece !

18 czerwca 2015

Każda chwila przy Tobie jest cenniejsza niż złoto

Hej.
Dzisiaj już czwartek, ten dzień przebiegł dosyć szybko, zaczynając od trzech prób, potem występu i jeszcze jednej próby z akademii na zakończenie. Samo przedstawienie jak dla mnie było lekko żenujące, za każdym razem, kiedy wychodziłam na scenę, widząc widownię, chciało mi się śmiać, nie wiem już z czego dokładnie, ale tak czy tak nadal nie rozumiem po co robiliśmy to przedstawienie. Jakby tylko po to, aby nie było lekcji.
Wczorajsze kilometry na rowerze, zamieniły się w zakwasy pośladków, ale szczerze mówiąc lubię to uczucie. Wiem wtedy, że dałam z siebie dużo i za każdym treningiem pragnę poczuć mięśnie, a to chyba najlepszy pomysł. Dzisiaj zresztą też miałyśmy ochotę tak pojechać gdzieś daleko, zostawić za sobą obecną przestrzeń, ale nie tym razem. Nie chcę obić się dzień przed komersem. W końcu to już jutro. Długo na ten czas czekałam. A w dodatku również jutro poznam wyniki egzaminów gimnazjalnych, największe oczekiwania mam co do angielskiego i polskiego, wiem że historia i wiedza o społeczeństwie prawdopodobnie poszła mi najgorzej. Mimo wszystko chciałabym mieć nie mniej niż pięćdziesiąt procent. Zobaczy się jak to będzie.
Już za tydzień zakończenie roku szkolnego 2014/2015. Szybko minęło mi te dziesięć miesięcy. A niby tyle się zapowiadało, egzaminy, bierzmowanie, ostatni rok gimnazjum, walka o oceny. Muszę przyznać zmieniłam się w ciągu tego roku, czy na gorsze czy na lepsze, to zależy z której strony się spojrzy. Jak dla mnie stałam się bardziej zdecydowana i konkretna, nie bałam się powiedzieć swojego zdania i otoczyłam się ludźmi, z którymi warto być, na których zawsze mogę liczyć. Nie zapomniałam jednak o starych znajomościach, to że kogoś znam trzy lata czy jedenaście może robi znaczną różnicę, ale nie czas jest w przyjaźni najważniejszy. Ważne, żeby być z właściwymi osobami, we właściwym miejscu i czasie.
Ostatni tydzień z moją obecną klasą. Pod koniec zgraliśmy się, ale i tak za połową nie przepadam. Po prostu tak jest, nie można wszystkich lubić, ale wkurzyć to już inna sprawa.
Za chwilę pójdę się myć, pewnie jeszcze trochę poczytam, może kontynuuję film i napiszę coś do jutrzejszego postu, bo nie wiem, jak będzie u mnie z czasem. Pomyślę też o pomalowaniu paznokci, chyba, że jednak zdecyduję się zrobić to jutro.
Strasznie wyczekuję tego komersu, na wyniki egzaminów zresztą też czekam.

17 czerwca 2015

Bywa różnie

Hej,
Dzisiaj już środa. Czyli kolejny dzień, w którym praktycznie nic nie robiłam, byłam tylko na jednej lekcji, matematyce, gdzie również nic szczególnego nie robiliśmy. Po prostu dzień prób, do Małego Księcia na jutro, do polonezu i na oficjalne zakończenie. Przy tym tańczeniu popatrzyłam się na jedną koleżankę, która stanowczo kupiła sobie za wysokie buty jak na jej nogi. Szczerze mówiąc, ona w nich nie potrafi chodzić, kuśtyka na wszystkie strony i jest bliska upadnięcia. Na komers prawdopodobnie weźmie sobie buty na zmianę albo resztę wieczoru będzie na boso. To aż trochę śmieszne, przecież każdy, a raczej każda dziewczyna zna swoje możliwości i jeśli już w sklepie jakieś buty nie leżą za dobrze, to ich nie bierze. Przecież to nie jest pokaz 'kto ma najwyższe buty'. Nie żebym jej źle życzyła czy coś w tym stylu, ale szczerze to sądzę, że upadnie albo coś sobie zrobi.
Dzisiaj dzień prób, na szczęście jutro już wystawiamy to jedno przedstawienie i chociaż tyle luzu wróci na ten ostatni tydzień przed wakacjami. Ale wtedy myślę, że zakończenie będzie głównym celem i tematem.
Czekam na jutrzejszy dzień, występ i na piątek, komers, a zarazem wyniki egzaminów gimnazjalnych, jeśli będzie bardzo źle to idziemy to opić, nie no na serio to liczę, że będę miała po przynajmniej 50 procent wzwyż, a zwłaszcza z polskiego i angielskiego. Historia i wiedza o społeczeństwie prawdopodobnie poszły mi najgorzej z wszystkiego. No ale cóż, to nie moje klimaty.
Po południu poszłam z koleżanką na dwór na rower, najpierw byłyśmy u innej oddać jej zeszyt i kartę pamięci, bo ona zajmuje się filmikiem na zakończenie, a akurat się rozchorowała. Dłuższą chwilę u niej byłyśmy, przejrzałyśmy ten filmik, a potem wyśmiałyśmy jakieś dzieci, które robiły sobie zdjęcia zaraz obok jej okna. Muszę powiedzieć, że przejechałyśmy dużo ponad dziesięciu kilometrów, objechałyśmy pobliskie miasta, pokręciłyśmy się po okolicy i ogólnie było fajnie i warto jechać. A najpierw jak mi zaproponowała wyjście na rower, nie byłam zbytnio na to nastawiona, ale dobrze, że zmieniłam zdanie. Musimy częściej tak wyjeżdżać, może i nawet większą ilością osób.
I już znowu po jedenastej, mam mokre włosy i ogólnie nie za bardzo jestem przygotowana na jutrzejszy występ. Będzie dobrze, jakoś musi być. I tak to tylko dla szkoły jako widowni.

16 czerwca 2015

I znowu uwierzyć trudno, że marzenia się spełniają

Hej,
Bierzmowanie, bierzmowanie i po bierzmowaniu. Oficjalnie mam już trzecie imię, Marta Anna Łucja, muszę przyznać fajnie to wygląda i brzmi. Szczerze mówiąc trochę się stresowałam, ale jak później się okazało, niepotrzebnie. Biskup był w sumie miły i normalny, o nic nie pytał, niczego więcej nie wymagał. Cała rozbudowana msza jakoś minęła, dwie godziny w kościele. Już nigdy więcej podpisów, spotkań i wymuszonych spowiedzi. Jak dobrze. Ciesze się, że to mam za sobą. Na pamiątkę dostaliśmy po krzyżu i książce, a od mojego świadka naszyjnik.
Ten ostatni rok gimnazjum był i jest strasznie trudny, męczący i wymagający, ale na całe szczęście pomału dobiega już ku końcowi. Będzie mi brakować mojego gimnazjum, ale tak czy tak czas się nie zatrzyma muszę iść do przodu wraz z nim, nie mam wyboru. A zresztą zmiana otoczenia co jakiś czas jest dobra. Podobnie było w przejściu z podstawówki do gimnazjum, czyli tak właściwie już trzy lata temu. Niby to było tak blisko, a jednak daleko. Nie chciałabym jeszcze raz zaczynać gimnazjum i przez to przechodzić.
Dzisiejszy dzień jest kolejnym tym, w którym nie musiałam mieć czegokolwiek, a jutrzejszy zapowiada się podobnie. Choć mimo wszystko wezmę jeden zeszyt i długopis, tak dla pewności.
Ale jestem dzisiaj zmęczona, ten kościół, a późniejsze kelnerowanie w domu zupełnie mnie wykończyło. Przy tym też, że znowu się nie wyspałam. Może tym razem będzie lepiej. Rano, kiedy wstałam i poszłam się myć, musiałam być jakaś znużona i wciąż śpiąca, bo odkręciłam sobie zimną wodę, z przekonaniem, że to ciepła i czekałam, aż ta lodowata zamieni się chociaż w letnią. Niestety do tego nie doszło. Ale takie odświeżenie i otrzeźwienie było pomocne.
Obecnie marzę tylko o łóżku i śnie, ale jeszcze przed tym się spakuje i przeczytać przynajmniej jeden rozdział. Potem prawdopodobnie trochę posiedzę i znów będzie po północy.

15 czerwca 2015

I może trochę pusto, i znowu jest to rano

Hej,
Nadszedł ten nieszczęsny poniedziałek, zazwyczaj po prostu mija jak inne dni, ale ten był dla mnie znaczniej gorszy. Po pierwsze nie poprawiłam fizyki i zostaje czwórka, z historii będzie trója, a zabraknie mi jedynie czterech setnych do wyższej oceny, po drugie pogoda wcale się nie poprawiła, a w nocy była straszna burza, po trzecie wracałam do domu w krótkim rękawku i było mi zimno, po czwarte musiałam iść na spowiedź, która w sumie nie była aż taka zła. W końcu już jutro mam bierzmowanie, nigdy więcej spotkań, wymuszonych spowiedzi czy czegokolwiek związanego z kościołem, przynajmniej spokój na kilka lat. Obecnie jedynym moim problemem jest ubiór, wiem, że paznokcie pomaluję na delikatny róż, a na stopy prawdopodobnie włożę szpilki. Bardzo możliwe jest to, że ubiorę się tak jak zazwyczaj na sztandar. Oby tylko biskup nie zapytał mnie o coś i aby nie zmienił mi imienia. Mam nadzieję, że jutro napiszę już ostateczną wersję moich trzech imion. Wracając do tematu złego dnia, po prostu był dla mnie koszmarny, moje samopoczucie sięgnęło dzisiaj dna. Obecnie jest już trochę lepiej. Mój brat dzisiaj pisał egzamin z technika, liczę na to, że poszło mu znacznie lepiej niż mi. Po prostu nie mam jakoś humoru, od samego rana czułam się jak naćpana, a do tego bolała mnie głowa i oczy. Jednak te ostatnie dwa tygodnie jakoś zniosę, muszę bo aktualnie mam stuprocentową obecność i mam nadzieję, że tak zostanie do końca. Pomimo tego, że rano znacznie bardziej wolałabym zostać w łóżku i spać. Sądzę, że jedyną słuszną decyzją z tego dnia będzie pójście do łóżka, ale na to jeszcze nie pora.
Skończyłam czytać Wróć, jeśli pamiętasz i podobnie jak pierwsza część Zostań, jeśli kochasz, książka jest warta zachodu. Może i czasem jest lekko smętna, ale oprócz tego również wciągająca, a przez to przyjemna i krótka. Teraz w końcu przyszedł czas na Morze spokoju, zamierzałam ją zacząć już dosyć dawno, ale zawsze pojawiały się jakieś inne, które wskakiwały przed. 453 strony powinny zabrać mi więcej czasu, ale to się zobaczy. Muszę jedynie dokończyć oglądać Zostań, jeśli kochasz. Oprócz tego mam multum innych filmów z listy 'do zobaczenia' a teraz kiedy zbliżają się wakacje, będę miała więcej czasu, a nawet w tym momencie, kiedy już chyba wszystkie seriale telewizyjne mają przerwę.
Trzymajcie jutro za mnie kciuki.

14 czerwca 2015

I nie mówisz "dobranoc" i nie mogę przez to usnąć

Hej,
I przyszła ta niedziela, nie lubię jej od samego rana. Cały dzień w głowie siedzi mi ten jutrzejszy sprawdzian z fizyki, od którego zależy moja ocena końcowa. Powiem tyle, dam z siebie wszystko i powalczę o tę piątkę. Jedynie muszę się dowiedzieć na którą przyjść, prawdopodobnie na siódmą bądź siódmą dziesięć, dowiem się później. I znowu się nie wyśpię.
Dzisiaj jednak zdążyłam dokończyć oglądać Poradnik pozytywnego myślenia i muszę przyznać, że podobnie jak książka jest warty zachodu, ogólny temat jest trochę trudny i daje do myślenia. Ekranizacja ma w sobie wiele zmian, ale najważniejsze, że dobrze się ogląda. Teraz kolejny w kolejce do zobaczenia jest film If I stay i całkiem możliwe, że kontynuuję go jeszcze dziś.
Na fizykę mniej więcej się pouczyłam, wieczorem dokładnie powtórzę cały materiał. A potem dam sobie spokój z optyką. Zdążyłam się pouczyć na dworze, bo obecnie pada deszcz i jest burza, zbierało się na nią od południa, aż w końcu przyszły czarne chmury.
Wczoraj w nocy, a właściwie to już dzisiaj oglądałam różne uczesania włosów, głównie chodziło mi o komers, a jeśli by się coś znalazło to nawet na bierzmowanie. I myślę, że dzisiaj spróbuję je zrobić, głównie to chodzi mi o wodospad (warkocz) i warkocz pleciony z boku głowy. Zresztą zobaczy się jak to wyjdzie. A potem jednak zmienię zdanie i pójdę w rozpuszczonych, co jest całkiem możliwe.
Pozostaje mi tylko posiedzieć na schodach bądź w oknie oglądając deszcz, zrobić pierwsze podejścia do fryzur na te szczególne dni, kontynuować film, poczytać książkę, powiadomić ciocię w sprawie bierzmowania i wieczorem powtórzyć materiał z fizyki.
A teraz już znikam bo burza chyba się nasila. Jakoś szczególnie nie przepadam za takimi zjawiskami meteorologicznymi.
Gdyby nie ten sprawdzian to ta niedziela była by całkiem znośna, no ale cóż. Ostatnie dwa tygodnie wytrzymam. To już prawie koniec roku szkolnego, zresztą już czerwiec, a u mnie na kalendarzu nadal maj. Potem nie dziwne, że mylę się z datami. Nie ważne i tak za kilka tygodni nie będę wiedzieć jaki jest dzień tygodnia czy też nawet miesiąc.